
Jeśli ktoś nas pyta, dlaczego od lat wracamy na Hvar, to oczywiście mówimy coś o widokach, o tym, że słońce świeci tu jakby miało osobisty kontrakt z wyspą… ale prawda jest taka, że jedzenie jest tu tak dobre, że człowiek zaczyna planować powrót już w trakcie ostatniego kęsa. Chorwacja ma swój kulinarny urok, ale Hvar? Hvar to już w ogóle osobny wszechświat smaków – taki, w którym grillowana ryba i kieliszek Plavaca potrafią naprawić nawet najgorszy dzień.
Smaki, które trzeba poznać, żeby zrozumieć Hvar

Dalmatyńska kuchnia jest prosta, ale to właśnie ta prostota robi robotę. Tu nie ma kombinowania – jest świeżo, uczciwie i tak, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie powinien zacząć maczać chleba w oliwie jak wino degustacyjne.
Kilka rzeczy, które zawsze polecamy:
- Owoce morza – świeże jakby dopiero co same przyszły na talerz.
- Grillowana ryba – dorada, brancin, okoń morski… wszystko, co pływa, smakuje tu lepiej.
- Oliwa – lokalna, gęsta, pachnąca.
- Wina z Hvaru – Plavac Mali to klasyk, który pasuje do wszystkiego.
- Peka, buzara, gregada – dalmatyńskie klasyki, które potrafią uciszyć nawet najbardziej rozmownego człowieka.
Nasze hvarskie rytuały, bez których sezon się nie liczy
Po tylu latach mamy swoje stałe punkty programu:
- Kawa w konobie Lem we Vrbosce – widok na zatokę jest tak dobry, że człowiek zapomina mieszać cukier.
- Pizza w Skojic – bo czasem trzeba zrobić przerwę od owoców morza i zjeść coś, co po prostu daje szczęście.
- Konoba Junior w Hvarze – najlepsze krewetki, jakie jedliśmy na wyspie. Był tu nawet Makłowicz i też polecał, więc to nie tylko nasze fanaberie.
A potem jest Pelago – miejsce, które traktujemy jak kulinarny dom na Hvarze.
Pelago – restauracja, do której wracamy jak do rodziny

Pelago to nie jest „kolejna restauracja na wyspie”. To miejsce prowadzone przez rodzinę, z którą od lat się przyjaźnimy. I to czuć – w atmosferze, w podejściu, w jedzeniu. Tu nikt nie udaje fine diningu, ale wszystko smakuje tak, jakby kucharz miał supermoce.
Co jedliśmy tym razem?
Dużo. I dobrze.
- Cevapcici – klasyk, który zawsze wchodzi za lekko.
- Gnocchi z krewetkami – kremowe, aromatyczne, takie „zjedz i uśmiechnij się”.
- Okoń morski i dorada – świeże, idealnie przyprawione, znikają z talerza szybciej niż planowaliśmy.
- Pasticada – dalmatyńska duma, mięso tak miękkie, że nie potrzebuje noża.
- Stek z tuńczyka – soczysty, perfekcyjnie wysmażony.
- Peka z ośmiornicy – absolutny sztos. Danie, które powinno mieć własny fanclub. Miękka, aromatyczna, rozpływająca się w ustach – totalna poezja, ale taka, którą się je, a nie recytuje.
Dlaczego kochamy Pelago?
- Bo jedzenie jest tu lokalne, uczciwe i zawsze świeże.
- Bo klimat jest taki, którego nie da się podrobić – trochę jakbyś jadł u znajomych, którzy akurat gotują lepiej niż większość restauracji.
- Bo za każdym razem wychodzimy stąd szczęśliwi i najedzeni.
- Bo wracamy tu zawsze, bez wyjątku.

A jeśli chcesz zobaczyć, jak to wygląda naprawdę…
…to nagraliśmy cały odcinek z naszej wizyty w Pelago. Bez pozowania, bez udawania – za to z dużą ilością jedzenia i komentarzy w stylu „Nie Pieprz Tyle”.
Jeśli lubisz jedzenie, Chorwację albo po prostu chcesz zobaczyć, jak wyglądamy, kiedy jesteśmy naprawdę szczęśliwi (czyli z talerzem w ręku), to koniecznie obejrzyj.